Po drugiej stronie lustra



Poniżej zacytowaliśmy kilka wypowiedzi na temat obecnej ustawy lustracyjnej. Są to fragmenty dłuższych tekstów, do których odsyłamy. Nie mamy pretensji do obiektywności, choć oczywiście uwzględniliśmy słowa obu stron (mamy nadzieję, że żadna z zacytowanych osób nie poczuje się urażona towarzystwem, w którym się znalazła). Interpretację (oczywiście jedyną właściwą...) pozostawimy już zainteresowanym ;-).


Przejdź na koniec



Elżbieta Kałuszyńska

Teraz ten nikczemny strach powraca. Znowu gwałci się sumienia ludzkie i zmusza - tym razem do powszechnej spowiedzi. Nie wiem, czy to zwykłe lizusostwo, czy znowu potrzeba racjonalizacji wymuszonego postępowania każe niektórym widzieć związek między składaniem tych oświadczeń a ujawnianiem agentów. A przecież nie ma to nic wspólnego z lustracją. Lustracja przecież od dawna się toczy i będzie się toczyła niezależnie od oświadczeń. Bo one przecież nie są ZAMIAST lustracji, co byłoby zrozumiałe i do zaakceptowania. Przecież te oświadczenia z góry nie są traktowane jako wiarygodne, nie ma tu domniemania uczciwości, wszystkie będą skrupulatnie weryfikowane. Chodzi więc tylko o przeczołganie "wykształciuchów", pokazanie, kto tu rządzi. A przy okazji może wyłapie się jakichś kłamczuszków lustracyjnych, a to o wiele smakowitszy kąsek niż po prostu agent. W tej sytuacji deklaracje ludzi pełniących funkcje na uczelniach, że oni to muszą, ale nie będą nikogo namawiać, jest samooszukiwaniem się. Przecież i ich oświadczeń nie traktuje się serio. I one będą weryfikowane. Jeśli minister zechce znać przeszłość rektora, zwróci się o jej zbadanie. Do niczego nie będzie mu potrzebne oświadczenie rektora. Rozstrzygający głos będzie należał do funkcjonariuszy SB.

Nie godzę się na łamanie ludzkich sumień pod kłamliwym pretekstem jakiegoś "oczyszczenia", nienawidzę tego strachu. Pewnie, że chciałabym dalej pracować jako nauczyciel akademicki, ale nie tym kosztem, nie kosztem utraty twarzy przed studentami. Dlatego nie złożę "lojalki".
Źródło: Czemu nie złożę "lojalki", "Gazeta Wyborcza", 13 marca 2007.



Ludwik Dorn

Nie ukrywam, że przywołany opis i ocenę uważam nie tylko za przesadzone, ale wręcz całkowicie bezpodstawne. Z wiedzy, którą posiadam z racji pełnionej funkcji wiceprezesa Rady Ministrów i do niedawna ministra spraw wewnetrznych i administracji, nie wynika, by istaniały jakiekolwiek przesłanki pozwalające sądzić o zagrożeniu demokratycznego państwa prawnego (wypowiedź na temat konieczności objęcia lustracją nauczycieli akademickich).
Źródło : List do Prof. dr hab. Katarzyny Chałasińskiej-Macukow, Rektor Uniwersytetu Warszawskiego, "Gazeta Wyborcza", 21 marca 2007.



Hanna Świda-Ziemba

Składanie oświadczeń lustracyjnych - obowiązek, który ma być dokonany pod groźbą represji, ze strachu - narusza prawa jednostki. Co więcej, ustawa tworzy "katów represji", wymagając od rektorów czy redaktorów naczelnych, by karali tych, którzy się temu nie podporządkują, zwalniając ich z pracy.

W obowiązku pisania oświadczeń zawarte jest domniemanie winy. Wszystkich ludzi określonych zawodów traktuje się jak podejrzanych. Stawia się nas w gorszej sytuacji niż podejrzanego o najstraszliwsze morderstwo czy kradzież. Zanim postawi się mu zarzut, prokuratura musi zebrać dowody. Dopiero wtedy staje on przed sądem. Ma prawo milczeć. Nie tylko odmówić odpowiedzi, ale milczeć, i nie ma to żadnego wpływu na karę. Nie składa oświadczenia, ale wyjaśnienia.

A tu władza w stosunku do obywateli wykonujących określone zawody stosuje akt przemocy, przekraczając wszystkie uprawnienia, jakie mają oskarżeni o najgorsze przestępstwa.
Źródło: : Wszyscy jesteśmy podejrzani, "Gazeta Wyborcza", 15 marca 2007.



Jarosław Kaczyński

Zastosowano to rozwiązanie zakładając, że jest skierowane do środowisk, które będą postępowały w sposób odpowiedzialny.[...]

Okazało się, że mamy do czynienia z inną, zaskakującą, nieco bulwersującą sytuacją. Będziemy musieli wyciągnąć z tego jakieś wnioski. Nie chcę przedwcześnie, przed rozmowami, które będzie prowadził wicepremier Ludwik Dorn po świętach, określać jakie te wnioski będą.
Źródło : www.pis.org.pl, 29 marca 2007.



Wojciech Baluch

Nie ma najmniejszej wątpliwości, że świadome donoszenie jest czymś podłym. Jeśli jednak uznamy, że takie działania dyskwalifikują kogoś jako osobę wykonującą określony zawód, to miejmy odwagę zapisania tego w sposób jednoznaczny w prawie. Próba wymuszenia publicznej spowiedzi jest czymś niegodnym, a zarazem niezgodnym z naszą tradycją.
Źródło: To wzajemne wyniszczanie, "Gazeta Wyborcza", 10 marca 2007.



Józef Wieczorek

Upływa już 20 lat od czasu kiedy anonimowa komisja UJ, do tej pory niezidentyfikowana przez władze UJ (z wyjątkiem zmarłej przewodniczącej) dokonała zbrodni na prawdzie, do tej pory nierozliczonej, i do tej pory ukrywanej w tajnych teczkach UJ.
Mimo wielu pism, próśb i roszczeń, finansowani z kieszeni podatnika poszukiwacze 'prawdy', o której tak pięknie mówią w mediach, prawdy nie wyjęli z szaf akademickich, nadal bardziej tajnych niż szafy SB, niż szafa Lesiaka. To obrazuje prawdziwą naturę akademickiej GTW. Najwyższe władze UJ kpiąc sobie z zasad etycznych i statutów przez siebie przyjmowanych, nadal przedkładają 'prawo' stanu wojennego nad elementarne prawa człowieka, nihilizm moralny nad elementarną przyzwoitość, 'gówno prowdę' nad 'świętą prowdę', żeby odnieść się do kategorii wyróżnionych w góralskiej teorii poznania spopularyzowanej przez ks. Prof. Józefa Tischnera. [...]
Byłoby pożądane aby środowisko akademickie UJ dokonało samooczyszczenia dając właściwy przykład innym uczelniom.
Źródło: : NFA, 5 grudnia 2006.



Jerzy Jarzębski

Otóż ustawa w praktyce nie rozróżnia pomiędzy ludźmi, którzy współpracę ze służbami podejmowali con amore, pisali obszerne raporty denuncjujące kolegów, a także brali za to pieniądze, a tymi, którzy do współpracy zmuszeni zostali groźbą i szantażem, których złamano w śledztwie lub zastraszono, a oni ze wszystkich sił następnie starali się wyplątać z uzależnień i często całym swoim późniejszym życiem odkupywali moment załamania. Jedni i drudzy na równi powinni, według ustawy, dokonać autodenuncjacji, czyli - mówiąc obrazowo - pójść na rynek i dobrowolnie stanąć pod pręgierzem. IPN, a jakże, zbada sprawę, i może zdejmie odium z delikwenta, jednak w natłoku oświadczeń (700 tysięcy!) stanie się to może za dwa lata, może za pięć albo siedem. Przez ten czas autor denuncjacji ma stać spokojnie, bez prawa do obrony, i ocierać plwocinę z twarzy. Raz złamany i zaszczuty przez UB, teraz będzie ofiarą nowego zaszczucia - tym razem przez instytucje wolnej Rzeczpospolitej. Przez ten czas ci, którzy go kiedyś łamali, oficerowie UB czy SB, mogą spać spokojnie i śmiać się w kułak - po prostu dlatego, że oni nie stanowią żadnego zagrożenia dla nowej władzy - obsesyjnie nienawidzącej "wykształciuchów", czyli wszystkich, którzy potrafią myśleć samodzielnie i krytycznie recenzować poczynania rządzącej partii.
Źródło:  Władza nienawidzi myślących samodzielnie, "Gazeta Wyborcza", 25 marca 2007.




Inne wypowiedzi

Zachęcamy do przejrzenia kilku linków polecanych tutaj .



Opinie zamieszczone na naszej stronie zdecydowaliśmy się wykorzystać na prawie art. 29 Ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych.






Button